czwartek, 3 października 2013

Rozdział 2

Mój pokój wygląda jak dawniej. Wszystko jest pozostawione w nieładzie. Ściany są szare oprócz jednej, która jest niebieska i właśnie tam stoi łóżko. Po jego lewej stronie jest okno balkonowe, zasłonięte błękitnymi zasłonami. Nie mam firanek, tylko szare rolety. Natomiast po prawej stronie jest komoda, na której znajdują zdjęcia, pamiątki i inne duperele. Szafa i biurko są na przeciwko. 
Na środku pokoju jest różowy dywan. Mimo iż to pomieszczenie jest zwyczajne, kocham je. Będąc w Nowym Jorku zapomniałam, że tak bardzo jestem do niego przywiązana. Doskonale pamiętam moje nocne ucieczki na dyskoteki. Wieszałam drabinkę na balustradzie i spuszczałam w dół. Następnie uważnie z niej schodziłam. Oczywiście, nie obyło się bez siniaków, ale po którymś razie byłam w tym mistrzem. Ciekawe czy nadal będę musiała to robić, to będzie zabawne. Osiemnastolatka wymykająca się z domu, żeby rodzice nie zauważyli, że wychodzi. 
Matka i ojczym zabronili mi dzisiaj wychodzić na domówkę u Rick'a, która organizowana jest na moją cześć. Pewnie nie będę znała większości tych ludzi, ale to nie ważne. Musiałam coś wymyślić by tam pójść, więc powiedziałam, to co moim zdaniem było najbardziej banalne i wiarygodne "to tylko przyjacielskie spotkanie" Dziwie się, że w to uwierzyli, lecz to nie mój problem. 
Otworzyłam szafkę, w której było już większość moich ubrań. Rzuciłam spojrzenie na moje bluzki. Jak każda kobieta mam problem, nie mam się w co ubrać. Nie nalezę do osób, które lubią się stroić, ja wręcz to nienawidzę. Czasem się zastanawiam, dlaczego ludzie poświęcają tyle na to czasu, zamiast zainwestować go w coś pożytecznego. Niestety, mój rozum nie wszytko może pojąć. 
Myślę, że najlepiej będzie w mi w moim sprawdzonym stroju, a mianowicie w ulubionych, potarganych, czarnych rurkach i w białej bokserce. Na to ubiorę kurtkę, tego samego koloru co spodnie oraz szpilki. Kolejnymi rzeczami, których nie lubię jest biżuteria. Jeśli chodzi o makijaż to myślę, że czerwona szminka i tusz do rzęs wystarczą.

-Laska, rusz dupę - pośpieszała mnie Vanessa, gdy ja usiłowałam założyć buty. Zapomniałam jak bardzo moja przyjaciółka jest niecierpliwa. Przeskakiwała z nogi na nogę, a ja robiąc jej na złość, robiłam wszystko by musiała na mnie czekać dłużej. 
-Już - wyprostowałam się z ogromnym uśmiechem na twarzy. 
- W końcu - wyrzuciła ręce w powietrze i opuściłyśmy mój dom. Momentalnie uderzyło mnie chłodne powietrze. Jak ja kocham pogodę w Londynie. Jest wręcz idealna. Boże, przetransportuj mnie do mojej  ukochanej Ameryki, Proszę, proszę, proszę. Obiecuje, że już będę grzeczna, tylko mnie z tond zabierz, albo chociaż podnieś tą pieprzoną temperaturę.
- Tylko nie mów, że ci zimno - zakpiła. - Strasznie przesiąknęłaś Ameryką - to nie prawda! Dobrze, że chociaż w samochodzie jest cieplutko. 
- Kocham tą piosenkę - zapiszczałam, usłyszawszy The Fray "Never say never" 
- Przecież wiem - mruknęła niewyraźnie - Zaśpiewaj - zwróciła się do mnie. Czy ta niska temperatura zamroziła orzeszek, który nazywasz rozumem?
- Nie - stanowczość mojego głosu, trochę mnie przeraziła, ale w sprawię muzyki nie zmienię zdania. Za dużo skojarzeń, które wywołują niepotrzebne łzy, a dzisiaj mam się bawić. 
Ciekawe, co teraz robi tata. Czy w ogóle żyje, a jeśli tak, to czy jest zdrowy? Pamięta, że ma córkę? Ma moje zdjęcie na szafce nocnej i wieczorem przed zaśnięciem całuję je? Gdy byłam młodsza często wyobrażałam sobie kim jest mój tata, gdzie jest i co robi. Mając dziewięć lat wymyśliłam, że jest strażakiem, bardzo dzielnym strażakiem. Uratował kobietę z płonącego domu, przy czym poparzył sobie rękę. Nie było to groźne, ani bardzo bolesne. Po tym bohaterskim czynie otrzymał nagrodę. Akcja rozgrywała się w Mediolanie. Nie wiem czemu akurat tam. 
- Jesteśmy - z moich rozmyślań wyrwał mnie melodyjny głos Nessy, która poinformowała, że właśnie zaparkowała pod domem Rick'a. Odpięłam pas bezpieczeństwa i otworzyłam drzwi. Jak to miałam w zwyczaju opuściłam samochód bez gracji i elegancji.
Szłam ramię w ramię z Vanessą. 
- Miley, skarbię - zawołał Rick, który stał w progu swego domu - Cieszę się, że jesteście - przepuścił nas, lecz po chwili był pomiędzy nami i obejmował nas w tali. Gdyby nie był moim przyjacielem już dawno miał by podbite oko. Głośna muzyka rozbrzmiewała w moich uszach. Na prowizorycznym parkiecie ludzie śmiali się i tańczyli. Dziewczyny ocierały się tyłkiem o krocze chłopaków. Mogę się założyć, że ich przyjaciele wariują. W każdym z rogów byli ludzie, obmacujący się, a na kanapie ćpali, pili i palili.
Witaj mój świecie! 

***
Cześć skarby.
Podobał wam się rozdział ?

2 komentarze:

  1. No. no super rozdział. Czekam na nexta i zapraszam do mnie http://honey-opowiadania.blogspot.com/
    http://what-makes-you-beutiful-onedirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy rozdział. Za dużo dialogów, troszkę błędów, ale ok.

    Wyścigi, kasa, strzelaniny. To jest ich życie. Zero uroku i miłych słów. Lepiej nie wkraczać w ich świat. Ale ona to zrobiła... A on nie tak łatwo nie odpuści. Życie Rosemary zmienia się diametralnie, gdy nie wiadomo kiedy zostaje dziewczyną niebezpiecznego przestępcy. Co będzie groziło jej i jej córce? Wszystkie odpowiedzi w Linii życia naszych serc. http://come-to-me-baby-story.blogspot.com/
    ZWIASTUN:
    http://www.youtube.com/watch?v=xQFoBL1Pzh4
    Upadły z nieba.
    Anioł.
    Diabeł.
    Pan mroku.
    W jednej osobie, aż tyle postaci? Możliwości są różne, ja wybrałem ostatnią.
    "Złamałeś zasadę Aniele, twe skrzydła zostaną ucięte" Słowa te do dziś zostaną w mej pamięci. Ból ogromny, a kto by pomyślał, że Niebo może przynieść cierpienie. Niebo jest zakłamane. Bóg to nie fikcja, to rzeczywistości, z którą nie wolno zadzierać. .... Stanąłem w jego obliczu sprzeciwiając się. Poniosłem karę, której nie żałuję.
    Ja, Louis następca diabła, pan mroku i cierpienia.
    http://upadly-z-niebios.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń