Uśmiechnięte weszłyśmy do mojego domu.
-Cześć! - zawołałam od progu.
- Musimy porozmawiać- powiedziała mama tonem nieznoszącym sprzeciwu. Oznaczało to jedno: mam kłopoty Spojrzałam z ukosa na Nesse, która ze zdziwioną i lekko przerażoną miną, wpatrywała się w płaszcze swoich rodziców. Ruszyłyśmy do kuchni, gdzie przy stole siedziała cała czwórka. Mieli kamienny wyraz twarzy.
- Ostrzegaliśmy was- rzuciła beznamiętnym tonem, pani Allen. Wiedziałam, że na pewno chce coś dodać, więc jej nie przerywałam - A wy nadal nic. Dziewczyny, wspólnie uzgodniliśmy, że jedna z was musi wyjechać z Londynu - szczęka opadła mi na podłogę. Nie mogą nas rozdzielić! NIE MOGĄ!
- To będziesz Ty, Miley - przebiła się przez płytki, glebę i dotarła do jej jądra Ziemi. Jak to ja? - I wylatujesz jutro wieczorem - jeszcze jakaś super wiadomość tego popołudnia?
- G-gdzie?
- Do Nowego Jorku - swoją szesnastoletnią córkę wysyłają na inny kontynent. Który rodzic by tak postąpił? Żaden, który kocha.
Wtedy nie liczyło się moje zdanie, zresztą tym razem też nie.
Musze opuścić Nowy Jork i wrócić do Londynu.
Znowu muszę zostawić, to co zbudowałam.
Własnie w tej wielkiej, betonowej dżungli możesz robić wszystko. Te ulice sprawią, że czujesz, że żyjesz, a światła cię inspirują
To miasto nigdy nie śpi.
- Miley, wszystko będzie dobrze - zdanie, które słyszę dzisiaj po raz setny, znów opuściło jego usta.
- Właśnie, że nic nie będzie dobrze. Rozumiesz? NIC! - wrzeszczę, rzucając mu zmiętą kartką w twarz. Kartką, która zniszczyła moje życie. Kartką, na której było napisane, że zostałam wyrzucona ze szkoły.
.
***
Cześć kochani!
Mam nadzieje, że chociaż trochę Was zachęciłam tym prologiem.
Całusy :**