Mój pokój wygląda jak dawniej. Wszystko jest pozostawione w nieładzie. Ściany są szare oprócz jednej, która jest niebieska i właśnie tam stoi łóżko. Po jego lewej stronie jest okno balkonowe, zasłonięte błękitnymi zasłonami. Nie mam firanek, tylko szare rolety. Natomiast po prawej stronie jest komoda, na której znajdują zdjęcia, pamiątki i inne duperele. Szafa i biurko są na przeciwko.
Na środku pokoju jest różowy dywan. Mimo iż to pomieszczenie jest zwyczajne, kocham je. Będąc w Nowym Jorku zapomniałam, że tak bardzo jestem do niego przywiązana. Doskonale pamiętam moje nocne ucieczki na dyskoteki. Wieszałam drabinkę na balustradzie i spuszczałam w dół. Następnie uważnie z niej schodziłam. Oczywiście, nie obyło się bez siniaków, ale po którymś razie byłam w tym mistrzem. Ciekawe czy nadal będę musiała to robić, to będzie zabawne. Osiemnastolatka wymykająca się z domu, żeby rodzice nie zauważyli, że wychodzi.
Matka i ojczym zabronili mi dzisiaj wychodzić na domówkę u Rick'a, która organizowana jest na moją cześć. Pewnie nie będę znała większości tych ludzi, ale to nie ważne. Musiałam coś wymyślić by tam pójść, więc powiedziałam, to co moim zdaniem było najbardziej banalne i wiarygodne "to tylko przyjacielskie spotkanie" Dziwie się, że w to uwierzyli, lecz to nie mój problem.
Otworzyłam szafkę, w której było już większość moich ubrań. Rzuciłam spojrzenie na moje bluzki. Jak każda kobieta mam problem, nie mam się w co ubrać. Nie nalezę do osób, które lubią się stroić, ja wręcz to nienawidzę. Czasem się zastanawiam, dlaczego ludzie poświęcają tyle na to czasu, zamiast zainwestować go w coś pożytecznego. Niestety, mój rozum nie wszytko może pojąć.
Myślę, że najlepiej będzie w mi w moim sprawdzonym stroju, a mianowicie w ulubionych, potarganych, czarnych rurkach i w białej bokserce. Na to ubiorę kurtkę, tego samego koloru co spodnie oraz szpilki. Kolejnymi rzeczami, których nie lubię jest biżuteria. Jeśli chodzi o makijaż to myślę, że czerwona szminka i tusz do rzęs wystarczą.
-Laska, rusz dupę - pośpieszała mnie Vanessa, gdy ja usiłowałam założyć buty. Zapomniałam jak bardzo moja przyjaciółka jest niecierpliwa. Przeskakiwała z nogi na nogę, a ja robiąc jej na złość, robiłam wszystko by musiała na mnie czekać dłużej.
-Już - wyprostowałam się z ogromnym uśmiechem na twarzy.
- W końcu - wyrzuciła ręce w powietrze i opuściłyśmy mój dom. Momentalnie uderzyło mnie chłodne powietrze. Jak ja kocham pogodę w Londynie. Jest wręcz idealna. Boże, przetransportuj mnie do mojej ukochanej Ameryki, Proszę, proszę, proszę. Obiecuje, że już będę grzeczna, tylko mnie z tond zabierz, albo chociaż podnieś tą pieprzoną temperaturę.
- Tylko nie mów, że ci zimno - zakpiła. - Strasznie przesiąknęłaś Ameryką - to nie prawda! Dobrze, że chociaż w samochodzie jest cieplutko.
- Kocham tą piosenkę - zapiszczałam, usłyszawszy The Fray "Never say never"
- Przecież wiem - mruknęła niewyraźnie - Zaśpiewaj - zwróciła się do mnie. Czy ta niska temperatura zamroziła orzeszek, który nazywasz rozumem?
- Nie - stanowczość mojego głosu, trochę mnie przeraziła, ale w sprawię muzyki nie zmienię zdania. Za dużo skojarzeń, które wywołują niepotrzebne łzy, a dzisiaj mam się bawić.
Ciekawe, co teraz robi tata. Czy w ogóle żyje, a jeśli tak, to czy jest zdrowy? Pamięta, że ma córkę? Ma moje zdjęcie na szafce nocnej i wieczorem przed zaśnięciem całuję je? Gdy byłam młodsza często wyobrażałam sobie kim jest mój tata, gdzie jest i co robi. Mając dziewięć lat wymyśliłam, że jest strażakiem, bardzo dzielnym strażakiem. Uratował kobietę z płonącego domu, przy czym poparzył sobie rękę. Nie było to groźne, ani bardzo bolesne. Po tym bohaterskim czynie otrzymał nagrodę. Akcja rozgrywała się w Mediolanie. Nie wiem czemu akurat tam.
- Jesteśmy - z moich rozmyślań wyrwał mnie melodyjny głos Nessy, która poinformowała, że właśnie zaparkowała pod domem Rick'a. Odpięłam pas bezpieczeństwa i otworzyłam drzwi. Jak to miałam w zwyczaju opuściłam samochód bez gracji i elegancji.
Szłam ramię w ramię z Vanessą.
- Miley, skarbię - zawołał Rick, który stał w progu swego domu - Cieszę się, że jesteście - przepuścił nas, lecz po chwili był pomiędzy nami i obejmował nas w tali. Gdyby nie był moim przyjacielem już dawno miał by podbite oko. Głośna muzyka rozbrzmiewała w moich uszach. Na prowizorycznym parkiecie ludzie śmiali się i tańczyli. Dziewczyny ocierały się tyłkiem o krocze chłopaków. Mogę się założyć, że ich przyjaciele wariują. W każdym z rogów byli ludzie, obmacujący się, a na kanapie ćpali, pili i palili.
Witaj mój świecie!
***
Cześć skarby.
Podobał wam się rozdział ?
czwartek, 3 października 2013
wtorek, 1 października 2013
Rozdział 1
To ten dzień, w którym muszę pożegnać się z Big Apple. Znowu czuje wielki niepokój. Boje się, że będę przechodziła prze to samo, co ponad dwa lata temu. Czułam się przytłoczona nawet niewielkimi sprawami. Pamiętam jak snułam się samotnie po Brooklynie. Byłam sama ze swoimi myślami pełnymi żalu, smutku i nienawiści. Miałam wrażenie, że wokół mnie jest jeden wielki chaos. Nic do siebie nie pasowało.
Jednak szybko zmieniłam zdanie. Zaczęłam napawać się otaczającym mnie miastem. Patrzyłam na nie zupełnie innej perspektywy. Już nie przerażonej i zagubionej dziewczynki w nowym mieście, tylko energicznej, zadowolonej z życia osoby.
Właśnie wtedy poznałam Nathan'a, mojego chłopaka. Myślę, że jeszcze mogę tak go nazywać.
Nasz związek jest dość skomplikowany. Nie darzę go uczuciem jakie opisywane jest w książkach. Gdy się całujemy świat nie wybucha, tylko drga. Prawda, jest dla mnie bardzo ważny, ale to nie jest miłość, przynajmniej tak mi się wydaje.
Nagle w mojej głowie roi się od wspomnień. Tych wesołych, ale i smutnych. Momentów, które wpłynęły na moje życie w tym mieście, oraz tych nic nieznaczących.
Pozostaną mi tylko wspomnienia, które są jedynym wehikułem czasu jakim dysponujemy.
Ktoś może mi zadać pytanie: "Dlaczego nie zostaniesz?" - odpowiedź jest prosta. Ja sobie nie dam rady. Rodzice wysyłali mi pieniądze, a ja tylko chodziłam do szkoły. Do pracy nikt mnie nie przyjmie, bo nie skończyłam szkoły średniej. Mama powiedziała mi, że dyrektor i pan Allen to dobrzy znajomi i gdy wrócę do Londynu będę mogła zacząć szkołę od razu. Miałam wybór: zostać tu i zacząć szkołę od przyszłego roku szkolnego, albo powrócić do rodzinnego miasta.
Decyzja mimo iż trudna, była oczywista. Nathan przekonywał mnie, bym została, ale ja nie chce być jego utrzymanką. Nigdy moje życie nie będzie uzależnione od mężczyzny.
Teraz jestem w porcie lotniczym im. Johna F. Kennedy'ego, oczekując na mój samolot. To już niedługo, parę minut, może nawet mniej.
"Zaczynamy odprawę pasażerów na lot 14 do Londynu" - usłyszałam głos mężczyzny. Westchnęłam ciężko, wiedząc, że to właśnie ten moment.
- Obiecuje, że jak tylko skończę wszystko w Nowym Jorku, dołączę do Ciebie - proszę, nie składaj obietnic, jeśli nie możesz ich dotrzymać.
Poczułam jego miękkie usta na moich. Ten pocałunek zdecydowanie nie należał do delikatnych i subtelnych. Obydwoje chcieliśmy dać jak najwięcej siebie i jednocześnie tyle samo czerpać od drugiego. Pełen pasji i namiętności. Żalu i smutku. Strachu i nadziei.
Ale świat nadal nie wybuchnął.
Odsunęłam się od niego. Przez moje zaszklone oczy ujrzałam tego samego chłopaka, który siedział przy moim łóżku, gdy byłam w szpitalu. Przepełnionego troską i rozpaczą.
- Żegnaj nieznajomy.
- Żegnaj nieznajoma - właśnie tak żegnaliśmy się podczas naszego pierwszego spotkania.
Siedziałam koło mężczyzny, który zaraz po wystartowaniu udał się do Krainy Morfeusza. Może to i dobrze, bo spokojnie będę mogła porozmyślać.
Cholernie się boje. Boje się tego, co będzie gdy wyląduję. Czy odnajdę się w tym mieście? Przecież nie było mnie w nim ponad dwa lata. Muszę zamienić żółte taksówki na czerwone autobusy. Piękną, słoneczną pogodę na deszczową i przygnębiającą.
Muszę się z tym pogodzić. Wracam do domu. Do tamtych lat. Bardziej burzliwych i nieprzewidywalnych.
Pierwsze, co zrobię po powrocie, to pójdę z Vanessą na imprezę i zaleję się w trupa.
***
O to pierwszy rozdział.
Spodobał się ?
Całusy :**
Jednak szybko zmieniłam zdanie. Zaczęłam napawać się otaczającym mnie miastem. Patrzyłam na nie zupełnie innej perspektywy. Już nie przerażonej i zagubionej dziewczynki w nowym mieście, tylko energicznej, zadowolonej z życia osoby.
Właśnie wtedy poznałam Nathan'a, mojego chłopaka. Myślę, że jeszcze mogę tak go nazywać.
Nasz związek jest dość skomplikowany. Nie darzę go uczuciem jakie opisywane jest w książkach. Gdy się całujemy świat nie wybucha, tylko drga. Prawda, jest dla mnie bardzo ważny, ale to nie jest miłość, przynajmniej tak mi się wydaje.
Nagle w mojej głowie roi się od wspomnień. Tych wesołych, ale i smutnych. Momentów, które wpłynęły na moje życie w tym mieście, oraz tych nic nieznaczących.
Pozostaną mi tylko wspomnienia, które są jedynym wehikułem czasu jakim dysponujemy.
Ktoś może mi zadać pytanie: "Dlaczego nie zostaniesz?" - odpowiedź jest prosta. Ja sobie nie dam rady. Rodzice wysyłali mi pieniądze, a ja tylko chodziłam do szkoły. Do pracy nikt mnie nie przyjmie, bo nie skończyłam szkoły średniej. Mama powiedziała mi, że dyrektor i pan Allen to dobrzy znajomi i gdy wrócę do Londynu będę mogła zacząć szkołę od razu. Miałam wybór: zostać tu i zacząć szkołę od przyszłego roku szkolnego, albo powrócić do rodzinnego miasta.
Decyzja mimo iż trudna, była oczywista. Nathan przekonywał mnie, bym została, ale ja nie chce być jego utrzymanką. Nigdy moje życie nie będzie uzależnione od mężczyzny.
Teraz jestem w porcie lotniczym im. Johna F. Kennedy'ego, oczekując na mój samolot. To już niedługo, parę minut, może nawet mniej.
"Zaczynamy odprawę pasażerów na lot 14 do Londynu" - usłyszałam głos mężczyzny. Westchnęłam ciężko, wiedząc, że to właśnie ten moment.
- Obiecuje, że jak tylko skończę wszystko w Nowym Jorku, dołączę do Ciebie - proszę, nie składaj obietnic, jeśli nie możesz ich dotrzymać.
Poczułam jego miękkie usta na moich. Ten pocałunek zdecydowanie nie należał do delikatnych i subtelnych. Obydwoje chcieliśmy dać jak najwięcej siebie i jednocześnie tyle samo czerpać od drugiego. Pełen pasji i namiętności. Żalu i smutku. Strachu i nadziei.
Ale świat nadal nie wybuchnął.
Odsunęłam się od niego. Przez moje zaszklone oczy ujrzałam tego samego chłopaka, który siedział przy moim łóżku, gdy byłam w szpitalu. Przepełnionego troską i rozpaczą.
- Żegnaj nieznajomy.
- Żegnaj nieznajoma - właśnie tak żegnaliśmy się podczas naszego pierwszego spotkania.
Siedziałam koło mężczyzny, który zaraz po wystartowaniu udał się do Krainy Morfeusza. Może to i dobrze, bo spokojnie będę mogła porozmyślać.
Cholernie się boje. Boje się tego, co będzie gdy wyląduję. Czy odnajdę się w tym mieście? Przecież nie było mnie w nim ponad dwa lata. Muszę zamienić żółte taksówki na czerwone autobusy. Piękną, słoneczną pogodę na deszczową i przygnębiającą.
Muszę się z tym pogodzić. Wracam do domu. Do tamtych lat. Bardziej burzliwych i nieprzewidywalnych.
Pierwsze, co zrobię po powrocie, to pójdę z Vanessą na imprezę i zaleję się w trupa.
***
O to pierwszy rozdział.
Spodobał się ?
Całusy :**
poniedziałek, 30 września 2013
Prolog
Pamiętam jakby to było wczoraj. Dzień, w którym oznajmili mi, że muszę wyprowadzić się z Londynu. Tak po prostu miałam się spakować i na drugi dzień wylecieć. Zostawić ICH-moją rodzinę, moich przyjaciół, znajomych, sąsiadów, wszystko i wszystkich.
Uśmiechnięte weszłyśmy do mojego domu.
-Cześć! - zawołałam od progu.
- Musimy porozmawiać- powiedziała mama tonem nieznoszącym sprzeciwu. Oznaczało to jedno: mam kłopoty Spojrzałam z ukosa na Nesse, która ze zdziwioną i lekko przerażoną miną, wpatrywała się w płaszcze swoich rodziców. Ruszyłyśmy do kuchni, gdzie przy stole siedziała cała czwórka. Mieli kamienny wyraz twarzy.
- Ostrzegaliśmy was- rzuciła beznamiętnym tonem, pani Allen. Wiedziałam, że na pewno chce coś dodać, więc jej nie przerywałam - A wy nadal nic. Dziewczyny, wspólnie uzgodniliśmy, że jedna z was musi wyjechać z Londynu - szczęka opadła mi na podłogę. Nie mogą nas rozdzielić! NIE MOGĄ!
- To będziesz Ty, Miley - przebiła się przez płytki, glebę i dotarła do jej jądra Ziemi. Jak to ja? - I wylatujesz jutro wieczorem - jeszcze jakaś super wiadomość tego popołudnia?
- G-gdzie?
- Do Nowego Jorku - swoją szesnastoletnią córkę wysyłają na inny kontynent. Który rodzic by tak postąpił? Żaden, który kocha.
Wtedy nie liczyło się moje zdanie, zresztą tym razem też nie.
Musze opuścić Nowy Jork i wrócić do Londynu.
Znowu muszę zostawić, to co zbudowałam.
Własnie w tej wielkiej, betonowej dżungli możesz robić wszystko. Te ulice sprawią, że czujesz, że żyjesz, a światła cię inspirują
To miasto nigdy nie śpi.
- Miley, wszystko będzie dobrze - zdanie, które słyszę dzisiaj po raz setny, znów opuściło jego usta.
- Właśnie, że nic nie będzie dobrze. Rozumiesz? NIC! - wrzeszczę, rzucając mu zmiętą kartką w twarz. Kartką, która zniszczyła moje życie. Kartką, na której było napisane, że zostałam wyrzucona ze szkoły.
Uśmiechnięte weszłyśmy do mojego domu.
-Cześć! - zawołałam od progu.
- Musimy porozmawiać- powiedziała mama tonem nieznoszącym sprzeciwu. Oznaczało to jedno: mam kłopoty Spojrzałam z ukosa na Nesse, która ze zdziwioną i lekko przerażoną miną, wpatrywała się w płaszcze swoich rodziców. Ruszyłyśmy do kuchni, gdzie przy stole siedziała cała czwórka. Mieli kamienny wyraz twarzy.
- Ostrzegaliśmy was- rzuciła beznamiętnym tonem, pani Allen. Wiedziałam, że na pewno chce coś dodać, więc jej nie przerywałam - A wy nadal nic. Dziewczyny, wspólnie uzgodniliśmy, że jedna z was musi wyjechać z Londynu - szczęka opadła mi na podłogę. Nie mogą nas rozdzielić! NIE MOGĄ!
- To będziesz Ty, Miley - przebiła się przez płytki, glebę i dotarła do jej jądra Ziemi. Jak to ja? - I wylatujesz jutro wieczorem - jeszcze jakaś super wiadomość tego popołudnia?
- G-gdzie?
- Do Nowego Jorku - swoją szesnastoletnią córkę wysyłają na inny kontynent. Który rodzic by tak postąpił? Żaden, który kocha.
Wtedy nie liczyło się moje zdanie, zresztą tym razem też nie.
Musze opuścić Nowy Jork i wrócić do Londynu.
Znowu muszę zostawić, to co zbudowałam.
Własnie w tej wielkiej, betonowej dżungli możesz robić wszystko. Te ulice sprawią, że czujesz, że żyjesz, a światła cię inspirują
To miasto nigdy nie śpi.
- Miley, wszystko będzie dobrze - zdanie, które słyszę dzisiaj po raz setny, znów opuściło jego usta.
- Właśnie, że nic nie będzie dobrze. Rozumiesz? NIC! - wrzeszczę, rzucając mu zmiętą kartką w twarz. Kartką, która zniszczyła moje życie. Kartką, na której było napisane, że zostałam wyrzucona ze szkoły.
.
***
Cześć kochani!
Mam nadzieje, że chociaż trochę Was zachęciłam tym prologiem.
Całusy :**
niedziela, 29 września 2013
Bohaterowie
Miley Collins
"Ironia i sarkazm pozwalają mi znosić głupotę innych"
"Ironia i sarkazm pozwalają mi znosić głupotę innych"
Niall Horan
"Nigdy nie bałem się śmierci albo umierania."
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)