wtorek, 1 października 2013

Rozdział 1

To ten dzień, w którym muszę pożegnać się z Big Apple. Znowu czuje wielki niepokój. Boje się, że będę przechodziła prze to samo, co ponad dwa lata temu. Czułam się przytłoczona nawet niewielkimi sprawami. Pamiętam jak snułam się samotnie po Brooklynie. Byłam sama ze swoimi myślami pełnymi żalu, smutku i nienawiści. Miałam wrażenie, że wokół mnie jest jeden wielki chaos. Nic do siebie nie pasowało.
Jednak szybko zmieniłam zdanie. Zaczęłam napawać się otaczającym mnie miastem. Patrzyłam na nie zupełnie innej perspektywy. Już nie przerażonej i zagubionej dziewczynki w nowym mieście, tylko energicznej, zadowolonej z życia osoby. 
Właśnie wtedy poznałam Nathan'a, mojego chłopaka. Myślę, że jeszcze mogę tak go nazywać. 
Nasz związek jest dość skomplikowany. Nie darzę go uczuciem jakie opisywane jest w książkach. Gdy się całujemy świat nie wybucha, tylko drga. Prawda, jest dla mnie bardzo ważny, ale to nie jest miłość, przynajmniej tak mi się wydaje. 
Nagle w mojej głowie roi się od wspomnień. Tych wesołych, ale i smutnych. Momentów, które wpłynęły na moje życie w tym mieście, oraz tych nic nieznaczących. 
Pozostaną mi tylko wspomnienia, które są jedynym wehikułem czasu jakim dysponujemy. 
Ktoś może mi zadać pytanie: "Dlaczego nie zostaniesz?" - odpowiedź jest prosta. Ja sobie nie dam rady. Rodzice wysyłali mi pieniądze, a ja tylko chodziłam do szkoły. Do pracy nikt mnie nie przyjmie, bo nie skończyłam szkoły średniej. Mama powiedziała mi, że dyrektor i pan Allen to dobrzy znajomi i gdy wrócę do Londynu będę mogła zacząć szkołę od razu. Miałam wybór: zostać tu i zacząć szkołę od przyszłego roku szkolnego, albo powrócić do rodzinnego miasta. 
Decyzja mimo iż trudna, była oczywista. Nathan przekonywał mnie, bym została, ale ja nie chce być jego utrzymanką. Nigdy moje życie nie będzie uzależnione od mężczyzny. 
Teraz jestem w porcie lotniczym im. Johna F. Kennedy'ego, oczekując na mój samolot. To już niedługo, parę minut, może nawet mniej. 
"Zaczynamy odprawę pasażerów na lot 14 do Londynu" - usłyszałam głos mężczyzny. Westchnęłam ciężko, wiedząc, że to właśnie ten moment.
- Obiecuje, że jak tylko skończę wszystko w Nowym Jorku, dołączę do Ciebie - proszę, nie składaj obietnic, jeśli nie możesz ich dotrzymać.
 Poczułam jego miękkie usta na moich. Ten pocałunek zdecydowanie nie należał do delikatnych i subtelnych. Obydwoje chcieliśmy dać jak najwięcej siebie i jednocześnie tyle samo czerpać od drugiego. Pełen pasji i namiętności. Żalu i smutku. Strachu i nadziei.
Ale świat nadal nie wybuchnął. 
Odsunęłam się od niego. Przez moje zaszklone oczy ujrzałam tego samego chłopaka, który siedział przy moim łóżku, gdy byłam w szpitalu. Przepełnionego troską i rozpaczą.
- Żegnaj nieznajomy.
- Żegnaj nieznajoma - właśnie tak żegnaliśmy się podczas naszego pierwszego spotkania. 

Siedziałam koło mężczyzny, który zaraz po wystartowaniu udał się do Krainy Morfeusza. Może to i dobrze, bo spokojnie będę mogła porozmyślać. 
Cholernie się boje. Boje się tego, co będzie gdy wyląduję. Czy odnajdę się w tym mieście? Przecież nie było mnie w nim ponad dwa lata. Muszę zamienić żółte taksówki na czerwone autobusy. Piękną, słoneczną pogodę na deszczową i przygnębiającą. 
Muszę się z tym pogodzić. Wracam do domu. Do tamtych lat. Bardziej burzliwych i nieprzewidywalnych. 
Pierwsze, co zrobię po powrocie, to pójdę z Vanessą na imprezę i zaleję się w trupa.

***
O to pierwszy rozdział.
Spodobał się ?
Całusy :**

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz